Rzym potrafi przytłoczyć, jeśli próbuje się zobaczyć wszystko naraz. Dlatego wybierzemy to, czego naprawdę szkoda pominąć: Koloseum, Watykan, najważniejsze place. Ale zostawimy też miejsce na zwyczajne miasto, kawę przy barze i chwilę, w której nie trzeba nigdzie biec.
Na Monte Cassino zmienia się ton całej podróży. To miejsce wymaga spokoju i szacunku. Podobnie Asyż. Później przyjdzie czas na ogrody Tivoli i okolice jeziora Albano z Castel Gandolfo. To bardziej zielona, spokojniejsza strona regionu.
Lubię tę trasę właśnie za te zmiany nastroju. Każdy dzień opowiada trochę inną historię.
„Do Bazyliki św. Piotra idę zawsze o siódmej rano. Kolejka do skanera zajmuje pięć minut, kopuła jest pusta i można podejść pod Pietę na wyciągnięcie ręki."



To wariant podstawowy. Kolejność może się zmienić ze względu na pogodę, dostępność miejsc i tempo grupy.
Koloseum mogło pomieścić 65 tysięcy widzów. Miało 80 wejść i 76 z nich było ponumerowanych. Bilety wskazywały drogę do miejsca.